S.O.S. upałowe – #s01e04

Autor:

w kategorii:

Rozdziały w filmie:

0:00 Wstęp – o pierwszej truskawce z tarasu
0:38 Ania ogrodniczka się rozkręca
1:05 Stół ogrodniczy
1:45 Powrót do treningów
2:26 Dobre jedzonko
3:18 Słuchawki z przewodnictwem kostnym?
6:16 Mój prywatny zachwyt nad prawdziwym latem
7:21 Wspomnienie mojego dawnego Golden Retrievera
7:38 Owczarka niemiecka dba o pańcię
8:09 Refleksje nad moją nauką mówienia do kamery
9:01 …i już po wizycie w sklepie
10:54 Piesia na dywaniku u pańci, czyli masaż dla psa
11:53 Jak pracuję nad odcinkami vloga
12:10 Upałowy S.O.S. – czyli jak przetrwać upały?
13:21 Zasłanianie ciała
13:54 Wentylator vs. klimatyzacja
16:09 Schładzanie się wodą
17:50 Materiały dobre na upał
19:47 Schładzanie ubraniem
20:18 Dłuższe refleksje o wachlarzach
26:26 Nawadnianie i odwodnienie
28:55 Ręczniczki na imprezę i nie tylko
31:31 Co zamiast basenu?
31:53 Termoregulacja u psa
32:31 Pies pod wentylatorem
32:46 Jak nauczyłam psa tolerowania spryskiwacza z wodą?
34:19 Trochę o kolorach w kontekście psów
35:52 Gorący chodnik a psie łapy
37:19 Wysiłek u psa w upale
38:39 Mata chłodząca dla psa?
39:31 Kostki lodu dla psa?
40:50 Zaproszenie do dyskusji, ogłoszenia, podziękowania

Transkrypcja odcinka:

(początek-zajawka)
Druga połowa czerwca przywitała nas zdecydowanie lepszą pogodą. Wreszcie wyraźnie się ociepliło, a coraz więcej słońca, docierającego na mój taras sprawiło, że moje truskawki doniczkowe nagle szybciej zaczęły rosnąć i pojawiła się pierwsza czerwona, gotowa do degustacji.

Była w smaku… [parsknięcie] taka sobie.
Za to jaka radość, że udało mi się wyhodować coś własnego, jadalnego. Zapraszam.

[muzyka]

[plansze tytułowe]
„Po Drodze”
…by Anna

[cichnie muzyka]

Zachęcona pierwszym takim truskawkowym sukcesem, nazwijmy to, postanowiłam znów się wybrać do sklepu ogrodniczego, nabyć kolejne doniczki, koniecznie ceramiczne i nasiona: pietruszki, koperku i szczypiorku. Czekają na razie na wysianie, bo trochę mi zabrakło czasu na zabawy w ogrodniczkę.

Za to spójrzcie, co wypatrzyłam w sklepie.

Czyż ten stół ogrodniczy nie jest przepiękny? Chciałabym móc mieć takie cacko, ale metraż mojego miejsca na ziemi nie bardzo na to pozwala. Zatrzymałam się zatem tylko i podziwiałam. Nie wiem, czy ktoś z was podziela mój zachwyt – niech napisze pod filmem.

Spokojnie. Nie jest to lokowanie produktu. Po prostu muszę kiedyś usiąść do komputera i nauczyć się blurowania artefaktów na filmach. Na razie nie miałam do tego weny. Wybaczcie.

Powrót do treningów stał się faktem. Treningi bardzo różnicuję i dostosowuję tak, aby nie przesadzić, jednocześnie wzmacniać różne partie ciała i jednocześnie dawać ciału impuls do zwiększania wytrzymałości, wydolności – ale nie tylko. Również elastyczności, rozciągnięcia – jest to niezbędne.

[muzyka]

[dźwięk gotującej się wody w garnku]

Co my tu dzisiaj mamy?
Warzywka na parze…
Mhmmm…
Będzie pysznie.

To mamy obiadek: ziemniaki, marchewka, tutaj kalafior, fasolka, kopereczek, no i oczywiście bułka tarta w masełku, plus białeczko – jajeczko. Ja lubię dobrze wysmażone. Nie lubię takiego, które się rozlewa. Także no… to zaraz będzie szamanko.

Pojawiła się potrzeba, by coś zrobić z słuchawkami, bo bez muzyki jest mi trudno trenować. Ze spadającymi już z uszu, ze starości nausznymi też nie wszystko można zrobić. No i zrobiło się upalnie.

[dźwięk wentylatora samochodowego]
Kocham nawiew.
Po prostu kocham nawiew.
Klima się może schować.
Cudownie….
Gorąco dzisiaj, wreszcie lato. Nie narzekam absolutnie. Czekałam na to cały, cały rok i długo marzłam. I bardzo, bardzo potrzebowałam się wreszcie wygrzać, ale tak porządnie wygrzać. I chyba ten weekend nam to właśnie przyniesie. Dzisiaj jest piąteczek, piątunio. Jadę sobie do pewnego sklepu z elektroniką sprawdzić takie słuchawki z przewodnictwem kostnym – na lato. Przy okazji będą do pływania.

Miałam już kiedyś takie właśnie do pływania, do treningów, takie z pamięcią, które po prostu mogą robić za osobne urządzenie grające z odtwarzaczem MP3. Nie potrzebują zupełnie do tego połączenia ze smartfonem, co jest fajne, bo wtedy dużo mniej baterii zużywa. No a te akurat mają być również z możliwością połączenia po Bluetooth i na przykład prowadzenia rozmów. Fajna sprawa. Miałam już takie słuchawki, ale były douszne, dokanałowe i niestety, ale potem już po prostu dostałam uczulenia na to, co się wkłada do kanału. Właściwie one nie były jakoś tak mocno dokanałowe, tylko tak lekko, ale mimo to te wkładki po prostu mnie uczulały i… no i to był bardzo duży dyskomfort. Strasznie lubiłam te słuchawki. Zresztą one nadal działają, ale już chyba niestety nie dam rady. I chcę właśnie dać szansę takim z przewodnictwem kostnym. Bo z kolei mam na uszne słuchawki sportowe, ale raz – że te, które miałam bezprzewodówki już się psują i w ogóle się na uszach nie trzymają, więc nie ma szans zrobić z nimi treningu. A z drugiej strony, no latem, jejku, jakie to jest wkurzające, jak się ma całe uszy zasłonięte, to się po prostu człowiek poci pod tym… No…, no można sobie wyobrazić. Dobra, no to sobie jadę.

Ojejku, ale jest bosko, gorąco…mmm… [westchnienie] [śmiech]
Wiem, wiem, ludzie, którzy kochają chłód, którzy uwielbiają na przykład sporty zimowe, zimę, narty, jesień, powiedzą może, że zwariowałam, ale ja po prostu jestem ciepłolubem i chyba powinnam się przenieść do jakiegoś kraju południowego albo – nie wiem – latynoskiego, gdzieś w Ameryce Środkowej i wtedy by było okej.

W tej chwili ciągle mi się wydaje, że jest już sobota popołudnie, a tymczasem to jest dopiero piątek. Dopiero co przecież skończyłam pracę całkiem niedawno, ale już po pracy tyle rzeczy ogarnęłam, że [śmiech] wydaje mi się, że kolejna doba minęła. No bywa.

Fajny pies idzie z kijem w pysku [śmiech]. Zdobycz ze spacerku.
Ech… aż mi się przypomniał mój Golden Retriever, zawsze miał jakieś zdobycze. Moja owczarka czuje się zbyt poważna na to chyba, żeby się bawić i latać za kijami. Ona jest na tyle mądra, że jeśli chcę, żeby ona biegała i się w jakiś sposób bawiła, to ja też muszę biegać. Nie ma tak, że ja stoję, nic nie robię, a ona będzie sama się bawić i robić różne rzeczy i biegać. Nie, nie, nie! Pańcia też się musi wtedy ruszać. Pańcia też wtedy razem musi biegać z nią, ją zachęcać. Tak… ona dba o kondycję swojej Pańci. To nie ma tak łatwo…

Zauważyłam, że łatwiej mi się nagrywa z samochodu, gdy prowadzę, bo prowadząc skupiam się na tym, co się dzieje na drodze, a dzięki temu nie spinam się. Jakoś tak naturalniej mi idzie mówienie. Bo gdy zbyt mocno myślę o tym, że właśnie mówię do kamery, to wtedy już nic nie wychodzi, wszystko się sypie.

No.
To jestem na miejscu.
Miło. No to idę obadać, co tam ciekawego dają. Właściwie sprzedają. [odchrząknięcie] Nie ma nic za darmo. Nie w tym świecie.

U mnie zakupy bardzo szybciutko. Mamy słuchaweczki… Pyk – będziemy testować.

Ja sobie zawsze dokładnie sprawdzam wszystkie dane techniczne, porównuję i tak dalej w internetach, potem sprawdzam, czy są na stanie w którymś ze sklepów, jadę prosto do sklepu, pokazuję zdjęcie z kodem produktu, z nazwą produktu. Pan mi tylko znalazł w szafeczce, skasował… w ten sposób robię zwykle zakupy. Szybko pewnie, zdecydowanie.

Nooo… chyba, że muszę zamawiać przez internet, ale w sumie to też wcale nie jest taka zła opcja, zwłaszcza w czasach, kiedy są paczkomaty i nie zawsze trzeba czekać na kuriera. Na kuriera zazwyczaj czekam wtedy, gdy przyjeżdża jedzonko dla mojej Niuni, bo to jest 15 kg. Więc nie weszłoby do paczkomatu…
Raczej…

Koniecznie trzeba umyć ten samochód, ale nie chcę wywoływać deszczu niepotrzebnie [śmiech]
Nie teraz, nie teraz!
Tak pięknie się ten weekend zaczyna… ale podobno mają być jakieś burze.
Tak, że wszystko się może zdarzyć…
[podśpiewuje] „…♫♪ gdy głowa pełna marzeń ♪♫ …”

Plansza: …tydzień później 🙂

[zwraca się do psa]
Nuniaaa…
Zapraszam! Zapraaaaszam…
Chodź na dywanik. Niuś, dywanik… Dyyywanik, taaaak… No? fajnie? Fajnie. Jaka zadowolona Lilka. Niech mnie też tak ktoś wymasuje… Tu jest ważny mięsień, nie pamiętam jak się nazywa, ale jest. Widzę, że tutaj jest najbardziej pożądane masowanko. Okej! Ślicznie! Pięknie piąteczka!

[muzyka]

Z okazji upałów postanowiłam nagrać taki kącik, „Upałowy SOS”, czyli moje sposoby zaczerpnięte od osób z ciepłych krajów właśnie na upały.

Ja akurat jestem ciepłolubem, no ale też nie jestem terminatorem, więc ciało się nagrzewa, przegrzewa, trzeba je schładzać i nawadniać.

Mamy prawdziwie letni weekend, bardzo, bardzo gorący w tej chwili. Najgorętszy chyba będzie, no przypuszczam, w tym roku to już będzie najgorętszy. Te temperatury są naprawdę wysokie. Wszędzie o tym trąbią i ostrzegają, i tak dalej. W tej chwili wiem, że moja piesełka kochana no kiepsko znosi i coraz gorzej znosi takie upały, więc nawet byłabym w stanie zrezygnować z takiego gorąca. Bo ja lubię gorąco, aczkolwiek to aktualne jest troszeczkę przesadą. Tacy ludzie, którzy mieszkają w tych bardzo ciepłych krajach typu nie wiem Jamajka, Kuba, Meksyk, od osób stamtąd podłapałam trochę takich metod, które bardzo pomagają przy upałach.

Zazwyczaj osoby, które mieszkają w takich bardzo ciepłych krajach, chociażby spójrzmy na Afrykę Północną i kraje arabskie, tam tak naprawdę zasłaniają całe ciało. Nie odkrywają tego ciała, tylko zasłaniają całe ciało, żeby izolować chociaż troszkę od tego upału.

Kolejną rzeczą jest wentylator. Okej, ja już pomijam w tym momencie klimatyzację. Nie każdy klimatyzację posiada, nie każdy sobie ją może założyć, zresztą nie każdy może przebywać w ogóle w klimatyzacji. Są osoby, które bardzo cierpią, gdy klimatyzacja jest włączona, bo nie wiem, choruje, ma alergię, whatever… Albo na przykład trudny jest dla niego do wytrzymania ten szok termiczny, gdy przychodzi z upału do tego chłodu, a później z tego chłodu wychodzi na patelnię w mieście. Zazwyczaj tak jest. Ja na przykład w samochodzie bardzo rzadko korzystam z klimatyzacji. Bardzo rzadko. Wolę nawiew – od zawsze [śmiech]. Natomiast jak już jest naprawdę upał i muszę trochę więcej spędzić czasu w samochodzie, to już włączę tę klimatyzację. I pamiętam jak byłam przekonana, że gdy się włącza latem klimatyzację, to się robi za zimno w samochodzie. I kiedyś mój bardzo fajny mechanik samochodowy wytłumaczył mi, że… (być może będzie to dla kogoś informacja nowa, być może wielu ludzi o tym wie, ale może są osoby, które były no tak jak ja wtedy nieświadome tego), że na takie zjawisko jest metoda i wystarczy po prostu przy włączeniu klimatyzacji temperaturę nie skręcić na zero, tylko temperaturę podkręcić na troszkę ciepła. Nie całkiem ciepło, ale na troszkę ciepła i wtedy ta temperatura jest optymalna. I nie wieje zimnem. Ja generalnie uwielbiam nawiew. U mnie gdy jest upał, cały czas chodzą wentylatory. Pewnie słychać i te wentylatory chodzą dosłownie dzień i noc. Miałam kiedyś kolegę w Meksyku, z którym rozmawialiśmy na na kamerkach często. To dawno temu było, gdzieś ze 20 lat temu, czy jak nie lepiej. I już wtedy dostrzegłam, że u niego po prostu ciemna noc, a wentylator cały czas chodzi, nie? To mi trochę dało do myślenia.

Kolejna rzecz to jest moczenie siebie, spryskiwacz do kwiatków plus wentylator. Niektórzy pryskają spryskiwaczem pod wiatr wentylatora i wtedy ten wentylator po prostu rozbryzguje te drobinki wody na człowieku w taki bardzo przyjemny sposób. Ja z kolei wolę po prostu spryskać siebie bezpośrednio. W tej chwili również psa spryskuję bezpośrednio. Nauczyłam już ją. Na widok spryskiwacza – ona już się cała uaktywnia, bo już bardzo chce, żeby zrobić jej deszczyk. Wiadomo, że gdy na człowieku jest woda i jeszcze jest nawiew powietrza, robi się od razu chłodniej.

Kolejna rzecz, bardzo dobry sposób – od czasu do czasu po prostu oblać głowę wodą. To naprawdę dużo robi. Gdy bardzo często wyjeżdżałam gdzieś tam w trasę na rowerze, daleką trasę, latem, gdy był upał (tak jeździłam w takie trasy bardzo dalekie, uwielbiałam tak zwane „szwendactwo rowerowe”, tak to nazywałam sobie – jechałam w „dłuższą szwendającą”), brałam sobie bidon z wodą do picia i drugą butelkę z wodą do polewania siebie. I jeszcze w dodatku wiązałam sobie chustę, taką arafatkę na głowie i jak oblałam się tą wodą, to ta chusta mnie po prostu cały czas chłodziła. I po jakimś czasie ona wysychała od upału. No i trzeba było znowu się oblać wodą. Czasami jak zabrakło wody, to się podjeżdżało do jakiegoś jeziorka, chustę się namaczało i na głowę. Bardzo dobry sposób.

Kolejnym sposobem jest ubranie z bardzo naturalnego materiału. Ludzie, którzy mieszkają w bardzo gorących krajach typu właśnie Ameryka Środkowa czy Indie – oni naprawdę wiedzą jak to się robi.

Po pierwsze to jest zawsze naturalny materiał typu: bawełna, wiskoza len. Po drugie materiał jest utkany tak jak ja mam tutaj tą sukienkę. To jest akurat indyjska sukienka. To jest 100% wiskozy i ona ma taką strukturę bardzo siateczkową. Nie wiem czy to widać, ale jest taka bardzo przewiewna. Dodatkowo jest kreszowana, czyli ma takie nierówności, tak jakby była lekko pognieciona. Dzięki czemu ona nie przylega całkowicie do ciała i przez to jest jeszcze lepszy przewiew. Autentycznie ja w tych sukienkach, bo kupiłam sobie aż trzy (akurat w tej sytuacji nie opłacało się zupełnie szyć, zresztą ja w tej chwili szyć nie mogę, bo nie wysiedziałabym niestety) – i jak dopadłam te tutaj w sklepie okolicznym i zobaczyłam, że to jest 100% wiskozy, że to jest robione w Indiach i że taką strukturę ma – to ja już się nawet za bardzo nie zastanawiałam, czym to było barwione, że takie tanie [śmiech] (no cóż, coś za coś) – zrobiłam wyjątek i nabyłam sobie od razu trzy kolory tej samej kiecki. W każdej chwili mogę ją później przeszyć, zwęzić, zrobić cokolwiek, czy tam skrócić, gdy zgubię troszkę kilogramów.

Dobra offtopic.

Nie klei się do ciała, bo właśnie ma taką nierówność, a ponadto dzięki temu nie trzeba tego prasować. Więc tylko pierzemy, podsuszamy i na siebie.

Natomiast jeżeli jest naprawdę bardzo gorąco, to taką właśnie sukienkę można włożyć do wody, czy na przykład tylko górę pod kran i nałożyć na siebie. Gdy jest naprawdę bardzo gorąco.

Kolejną rzeczą, która jest, uważam, świetna, gdziekolwiek się nie idzie…
[odgłos rozkładanego wachlarza]
…wachlarzy mam ogrom, mnóstwo. Są wszędzie przy moim miejscu pracy, w moim plecaku, na treningi i na wyjścia gdziekolwiek w torebce, gdy idę na jakąś imprezę z tańcami, generalnie na co dzień. Na co dzień, od święta, na imprezy, na treningi, gdziekolwiek jestem, mam wachlarz i on naprawdę robi robotę.

Pamiętam jak ileś lat temu przychodziłam na przykład do klubu latino. Bardzo lubię tańczyć tańce latynoskie i nie tylko, ale o tym może kiedy indziej. Przychodziłam do klubu latino, żeby się wytańczyć. W sumie zawsze przychodziłam jak na trening, czyli pulsometr włączony, tańczyłam do upadłego i jechałam do domu się wyspać. [śmiech] Zazwyczaj to już było przed północą i śmiałam się z siebie, że jestem Kopciuszkiem. [śmiech] Bo zwiewam z imprez przed północą. Ale wracając. Pamiętam jak ludzie na mnie dziwnie patrzyli, gdy ja wyjmowałam właśnie wachlarz.

A potem… zaczęli się podłączać, na przykład stawali za mną, gdy ja się wachlowałam i korzystali. W ten sposób bardzo dużo bardzo fajnych znajomości nawiązałam. I z czasem zauważyłam, że coraz więcej kobiet zaczęło się właśnie wyposażać również w takie wachlarze i nosiły te wachlarze ze sobą. I w zasadzie ode mnie się tutaj w mojej grupie, że tak powiem, znajomości – ode mnie zaczęło się używanie właśnie wachlarzy. Świetna sprawa.

Kiedyś dostałam przepiękny wachlarz z Hiszpanii od wdzięcznej znajomej – w prezencie. Hołubiłam ten wachlarz, bo był naprawdę świetnie zrobiony, mocny, był piękny… piękny, solidny. I kiedyś właśnie w klubie latino odłożyłam go na taki barek, tam gdzie mogliśmy sobie postawić wodę, czy tam co kto pił. No ja akurat zawsze wodę. I ktoś mi… Facet! Bo widziałam końcówkę, ale o pół sekundy za późno, żeby zareagować.

Facet zwinął mi ten wachlarz.
Facet…
Ukradł wachlarz.

I bardzo, bardzo żałowałam tej straty. Niestety wachlarza nie udało się odzyskać, bo facet zniknął. Zresztą tego samego wieczoru, jak się okazało, zniknął też złoty łańcuszek pewnej dziewczyny, która też przy tym właśnie barku odpoczywała sobie przy drinku swoim. Tak, że nooo tam się podziało wtedy tego wieczoru.

No ale wachlarz?!
[udaje dźwięk eksplozji]
[śmiech]
No dobra…

Wachlarze są różne i ja akurat bardzo lubię te drewniane na wyjścia, aczkolwiek mam ze dwa takie plastikowe, takie zwyczajne plastikowe. One są całkiem niezłe, gdy muszę wetknąć gdzieś tam do tylnej kieszeni. Czasami chcę mieć wolne ręce, więc jeżeli ktoś chce sobie do tylnej kieszeni w spodniach na przykład włożyć, to taki drewniany, on się połamie. Może się połamać. Natomiast taki plastikowy zupełnie, z miękkiego, giętkiego plastiku. O, już przyniosłam sobie tego typu. To jest plastik z materiałem. On jest lekko giętki. Niewiele mu się stanie, gdy nawet się włoży tam do tylnej kieszeni. I również daje naprawdę bardzo dużo wiatru. Takie czasami ze sobą noszę, gdy właśnie idę i nie mam gdzie włożyć po prostu tego wachlarza, jakieś torebki większej i muszę wetknąć sobie do tylnej kieszeni, no bo takie drewniane, no one są jednak sztywne i tutaj jest większe prawdopodobieństwo, że one się złamią. Miałam też trochę takich… już trzy..? Trzy takie niestety zużyłam. Właśnie mi się połamały, bo wkładałam je do kieszeni. [śmiech] One były bardzo fajne. To wszystko z Allegro, a to kiedyś dostałam jeszcze od mojej matki. Ona akurat miała taki gust. No ale też w sumie jest bardzo fajny. Tak, że wachlarze świetna sprawa.

Nawet jak poszłam na zajęcia Tai Chi do szkoły Tai Chi i któregoś dnia było mi tak gorąco na sali, że po prostu wyjęłam sobie wachlarz i zaczęłam się wachlować, a wszyscy tak popatrzyli… Później dopiero zorientowałam się, że w ogóle jest taki rodzaj Tai Chi wykonywany z wachlarzem, aczkolwiek to jest zupełnie inny wachlarz. Wachlarz w Tai Chi to jest broń [parsknięcie] – tak a propos. Chyba muszę zrobić odcinek o wachlarzach…[śmiech]

Wachlarz w Tai Chi to jest broń. I tutaj gdzie my mamy, o, może lepiej pokażę na tym, będzie lepiej widać. To co my tutaj w tym wachlarzu mamy takie plastikowe żeberka, to w wachlarzach Tai Chi, które są dużo większe, to tam są takie ostre szpikulce metalowe, więc tam wachlarz jest bronią. I gdy mnie instruktorzy zobaczyli z wachlarzem, że ja się wachluję, to myślę, że zobaczyli potencjał [śmiech] swojej początkującej adeptki.

Tak, że tak…
Dużo było o wachlarzach.

Kolejna rzecz – nawadnianie.
Tak, nawadnianie. Przy upałach – z jednej strony nie można zapominać o tym, żeby pić dużo wody, pić dużo płynów, ale trzeba też pamiętać o tym, że gdy dużo pijemy i dużo się pocimy, to tracimy z naszego ciała sole mineralne, elektrolity. Przy braku odpowiedniej ilości wody może nam się zagęszczać krew. Wtedy serce dużo ciężej musi pracować, by pompować taką właśnie gęstszą krew. Ta krew nie dociera w tych najmniejszych naczynkach włosowatych tam gdzie trzeba, bo po prostu nie ma tam dostępu, bo jest za gęsta. Są bóle głowy. Ja nie jestem lekarzem, ale po prostu ja to odczułam na swoim ciele i zgłębiałam temat ze względu na siebie i swoje zdrowie. Pojawiają się właśnie bóle głowy, migreny, zawroty głowy, tego typu rzeczy. Natomiast gdy już okazuje się, że wypłukaliśmy elektrolity, bo dużo piliśmy, dużo się pociliśmy, to objawy już są naprawdę mocne. I człowiek jest bardzo, bardzo mocno osłabiony i nie pomaga to, że coś zjadł, nie pomaga to, że się czegoś napił. Jest potwornie osłabiony, kręci mu się w głowie, w ogóle jest kompletnie nie do życia. I ja sobie wtedy po prostu zawsze strzelę elektrolity, a później jeszcze sobie poprawię. Zresztą przy wypłukanych elektrolitach również kończy się to bólami głowy czy migrenami na przykład w moim przypadku. Także u mnie generalnie zaczyna się ból głowy, to w pierwszej kolejności woda, potem elektrolity, albo najpierw elektrolity, potem woda, potem jedzenie i odpoczynek, nie? I później ten organizm zatrybi, że tam już się ładnie wyrównuje wszystko. Nawadnianie super ważne. Z odwodnienia, z zaburzeń elektrolitowych, z niedostatków wody w organizmie – można mieć bardzo poważne problemy zdrowotne, wylądować nawet w szpitalu albo się przekręcić na tamten świat. Tak, że trzeba tutaj bardzo, bardzo mocno uważać.

Kolejną rzeczą, bardzo przydatną, podpatrzoną od właśnie osób z cieplejszych krajów – sposobik, który jest bardzo powszechny na przykład na Kubie czy na Jamajce. Gdy ktoś idzie sobie na imprezkę potańczyć, zabiera ze sobą malutki ręczniczek i wkłada go sobie z tyłu do kieszonki. W tamtych krajach niektórzy zostawiają ten ręczniczek tutaj taki wystający, żeby było stylowo przy tańczeniu i tam ten ręczniczek przy okazji się majta i w ogóle, i łatwiej tam go złapać, żeby się otrzeć. Ja wiem, że dla kobiety, która kładzie na siebie full makeup, no nie jest to najłatwiejsze, żeby się wytrzeć ręcznikiem. Ale z pewnością może chociaż troszkę sobie pomóc. Ja również takie ręczniczki malutkie zawsze mam na treningu ze sobą, gdzieś tutaj zatknięte, oprócz tego dużego ręcznika, który na przykład tam kładę na macie, czy na sprzętach na siłowni – to ja zawsze jeszcze mam dodatkowy ręczniczek właśnie tutaj do ocierania twarzy. Czasami jak szłam na imprezę latino, to oprócz ręczniczka gdzieś tam albo w torebeczce malutkiej, albo właśnie w tylnej kieszeni spodni, miałam jeszcze normalnie tutaj [wskazuje na nadgarstek] frotkę. Tylko frotka, no umówmy się, ona za dużo nie pochłonie tutaj wilgoci, tak że może być trochę problematyczna. Ręczniczek jest dużo lepszy. Ja takie ręczniczki malutkie sobie uzyskuję z dużego ręczniczka, takiego kupionego w jakimś sklepie sportowym. Takie wiecie – szybkoschnące, takie cieniutkie, które są na siłownię, na basen czy na wyprawę. I ja sobie po prostu zawsze potnę na mniejsze ręczniczki, obrzucę na maszynie, jeśli mi się chce i mam takie ręczniczki. Wtedy mam taki kolor, jaki chcę, a nie taki, jaki jest dostępny. I zresztą mam z tego ręczniczka, który szybko schnący jest. I wtedy on jest bardzo malutki, można go mocno zwinąć, i nawet do małej torebeczki sobie wrzucić…

więc…
straciłam wątek…
odpłynęłam…

I na trening, i na imprezę, w odpowiednim kolorze. Żeby nie było od razu widać, że trochę makijażu się odbiło.
Wiadomo…
Wiadomo.
[śmiech]

Kolejna metoda jest bardziej dla osób, które mają w domu wannę. Wiele osób sobie po prostu napuszcza chłodniejszej wody do wanny i ta woda sobie stoi, a oni sobie co jakiś czas po prostu idą się schłodzić do tej wanny, wychodzą i mają efekt jakby byli gdzieś nad wodą, gdzieś na basenie, ale bez potrzeby wychodzenia na tę patelnię, na słońce.

U mnie jeszcze jest piesełka Lila, która jest owczarkiem niemieckim.

Owczarki niemieckie mają bardzo grube podszerstki, które są świetną izolacją, zarówno zimą przed zimnem, jak i latem przed upałem.

Psy nie pocą się. Nie mogą w inny sposób regulować sobie temperatury ciała niż dysząc. Mają trochę gruczołów potowych wyłącznie na łapach, na poduszkach łap, ale to jest bardziej nie do wymiany temperaturowej, termoregulacji, tylko raczej do pozostawiania śladów zapachowych. Więc tam niestety termoregulacja jakaś nadmierna nie zajdzie.

Ja swoją piesę od samego początku przyzwyczajałam do wentylatora i z czasem nauczyła się, że jak już jej jest za gorąco, to schodzi z tarasu do cienia i zagaduje po swojemu, żebym ten wentylator włączyła. Potrafi. A ja potrafię to zrozumieć.

Druga rzecz. To akurat było dużo trudniejsze – bo ona ma taki charakter, jaki ma – więc na przykład spryskiwacz do kwiatów czy pryskanie na nią – początkowo dosyć mocno ją przerażało. I wiele zwierzaków tak ma, że nie lubi jak czymś tam się pryska. Już nawet nie prosto w pysk, ale gdziekolwiek się pryska, to one są takie… no nie pasuje im to. Co prawda długo mi to zajęło, żeby ją przyzwyczaić do spryskiwacza. Ale to naprawdę robi robotę i w zeszłym roku wreszcie udało mi się skutecznie ją przyzwyczaić do spryskiwacza na kwiaty.

Oczywiście nie pryskam jej prosto w pyszczek, tylko uczyłam ją na zasadzie takiej: że pryskałam na siebie i podchodziłam koło niej, żeby również te kropelki wody, drobinki spadały na nią. I ona z czasem zauważyła, że skoro to jest bezpieczne dla mnie i jej się nic nie dzieje, skoro ja pryskam niby na siebie, a przy okazji leci na nią. I z czasem przyzwyczaiła się, że ten dźwięk spryskiwacza to nie jest nic strasznego. I w tej chwili jestem w stanie jej robić deszczyk i podnoszę jej tutaj pysk i tutaj wszystko spryskuję [wskazanie na klatkę piersiową], boki i tak dalej. I ona lubi to. Wręcz, gdy tylko biorę spryskiwacz do ręki, a mam tutaj zawsze ten sam – żółty

(co ciekawe, to był mój spryskiwacz, jeszcze zanim miałam psa, właśnie na upały i przez przypadek akurat wybrałam sobie żółty. No słońce, te sprawy. Chyba tak mi się skojarzyło. I okazuje się, że teraz mam psa, a psy z kolorów widzą odcienie szarości, niebieski i żółty) – więc jak ja tylko biorę ten spryskiwacz do ręki, to ona już leci. Cała zadowolona. Tak. Cała zadowolona już leci i już wie, co się za chwilę stanie, że tutaj będzie deszczyk, a później zaraz jak jest deszczyk tutaj – i z góry i z dołu – to zaraz leci na kafelki, które są chłodniejsze. I jeszcze w dodatku robię tak, żeby wentylator, który cały czas rotuje, dawał trochę wiatru mi i trochę jej. I ona kładzie się w zasięgu właśnie tego wentylatora odpowiednio dalej (bo zwierzęta są mądre i wiedzą, że nie ma co pod samym wentylatorem leżeć, gdy są mokre) – i to naprawdę robi robotę. Aczkolwiek przy ogromnych upałach, ze dwa lata temu, powiedzmy, gdy jeszcze nie była w stanie akceptować właśnie spryskiwacza na kwiatki, to potrafiła rzeczywiście leżeć przy samym wentylatorze i dosłownie się modlić do niego.

Kolejny temat, wychodzenie na dwór.
Po pierwsze, gdy tylko robi się goręcej czy cieplej i słońce się opiera o chodnik przez dłuższy czas, to gdy ja wychodzę na ten chodnik, czy to jest asfalt, czy kostka brukowa, beton – sprawdzam ręką jaka jest temperatura tego chodnika i sprawdzam czy to nie jest za gorące. Nasze psy nie chodzą w butach ochronnych. Gdybyśmy my sobie zdjęli buty i weszli na taki chodnik, parzyłoby nas. Nasze psy również parzy.

Kolejna rzecz w pewnych godzinach, gdy jest naprawdę gorąco, po pierwsze, niech pies nie ma żadnego wysiłku fizycznego.

Skończyła mi się bateria w mikrofonie … wyłączyłam na trochę wentylator i spróbuję dokończyć nagranie, polegając na mikrofonie wbudowanym w kamerę.

Więc sprawdzamy tę temperaturę, czy ona nie jest za wysoka, zanim wejdziemy z psem na taki chodnik. Jeśli trzeba kawałek przebiec – okej, ale żeby ten pies nie szedł długo po takiej temperaturze, bo oparzy sobie łapy. Raczej w tym momencie po ziemi, po trawnikach niech idzie, gdy tylko się da.

A najlepiej, gdy jest naprawdę duży upał, żeby nie miał wysiłku, bo wtedy nagrzewa się jego ciało. On z kolei znowu nie ma jak regulować tej temperatury, jak tylko właśnie dyszeniem. I to jest właściwie wszystko, co ten biedny pies może zrobić, gdy się zgrzeje. I tutaj jest naprawdę bardzo łatwo o przegrzanie. Więc w ciągu dnia – po prostu – wyjście na toaletę, trudno, niech sobie odpoczywa w cieniu, w domu. Niech sobie leży w spokoju, niech się nie forsuje. Niech ma dostęp stały do wody – to chyba jest oczywiste. Przy upałach dobrze jest tę wodę często zmieniać w misce, płukać tę miskę. No… względy, raz, że higieniczne, a dwa, że po chwili ta woda jest taka… Moja Niunia od razu mnie zaprowadzi do tej miski i spojrzy na mnie: „wymień mi”.

Przede wszystkim właśnie cień. Dobrze jest pieskowi udostępnić, jeśli tylko się ma, na przykład jakąś podłogę, która jest chłodniejsza, nie wiem, jakieś kafle w łazience, jeśli piesek lubi – fajnie jest mu udostępnić takie miejsce, żeby po prostu miał możliwość się schładzać.

Maty chłodzące.
Wiecie co, nie testowałam, ale…
Ja mogę się nie znać i pewnie są ludzie, którzy się ze mną nie będą tutaj zgadzać i okej. Natomiast dla mnie przyzwyczajenie psa do takiej maty chłodzącej, gdzie tutaj [wskazanie na grzbiet] on jest strasznie rozgrzany, a tu [wskazanie na klatkę piersiową i brzuch] go coś cały czas bardzo mocno chłodzi… Jak dla mnie to jest proszenie się o zapalenie płuc. Nie wiem na ile tematy wychładzają, ale przypuszczam, że dość mocno. I to w tym momencie tworzy chyba trochę zbyt dużą amplitudę między tym, jak zwierzę jest nagrzane i jak tutaj go wychładza.

Aha! Wiem, że są osoby, które lubią dawać pieskom do gryzienia kostki lodu z wody. Też nie wiem czy to jest najszczęśliwszy pomysł, [westchnienie] bo piesek nie będzie tej kostki lodu jadł tak jak człowiek sobie loda liże powolutku – i może sobie też właśnie gardło załatwić. Nie wiem jak tam żołądek, bo nie zgłębiałam tematu, nie robiłam researchu. Ja to tak sobie mówię z głowy, weterynarzem nie jestem. Mówię to tak w oparciu o pewne obserwacje, które poczyniłam przy różnych zwierzakach, którymi się opiekowałam. I w różnych sytuacjach, które miały miejsce właśnie pod względem przegrzania, wychłodzenia, jakie później były efekty, jak się to później kończyło dla zwierzaka, oczywiście później kończyło się też u weterynarza wizytami, cierpieniem zwierzęcia, kosztami dla opiekuna, no i czuwaniem nad tym zwierzakiem. A jak zwierzakowi coś się dzieje, to opiekun zazwyczaj nie jest w nastroju radosnym. Zazwyczaj tak jest. Nie?… Znamy to.

Dobra, ale się nagadałam. Ja cięęę…

Jeśli macie jeszcze jakieś fajne, ciekawe i sprawdzone metody na upały, podzielcie się pod tym filmem. Może ktoś znajdzie coś dla siebie, co będzie akurat jemu lub jej odpowiadać. Być może ja się też czegoś dowiem – czemu nie? Super sprawa wymieniać się doświadczeniami!

Przeżyjmy jakoś te upały bezpiecznie, żebyśmy mogli przeżyć te dni bez udaru cieplnego, słonecznego i innych tego typu wątpliwych atrakcji.

Na ten moment to wszystko. Myślę, że już pora zmontować film kolejny. W międzyczasie jeszcze nagrałam materiał do jeszcze innego filmu, takiego trochę bardziej gadanego, więc to pewnie w trochę późniejszym czasie zmontuję – bo myślę, że temat ciepła, upałów jest troszkę bardziej bieżącym.

[wchodzi muzyka]
Za pierwsze już subskrypcje i lajki bardzo wam dziękuję. Zachęcam do subskrybowania, do lajkowania, do dzielenia się swoimi przemyśleniami pod filmami. Mnie będzie bardzo miło, a innym osobom, które tutaj trafią, będą tego słuchać, będą czytać te komentarze, z pewnością wyciągną coś dla siebie. Pozdrawiam. Mam nadzieję, że film wam się podobał.

No i jak zwykle…
Bądźmy uważni!
… po drodze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *