Na powierzchni – #s01e03

Autor:

w kategorii:

Rozdziały w filmie:

0:00 Dawno mnie nie było…
0:14 Niełatwy zdrowotnie i życiowo miesiąc
0:56 Nowy sprzęt do nagrywania
2:36 Kryzys i proces powrotu do sprawności
4:04 Skutki długotrwałego nie-tylko-leżenia
5:18 W życiu też różnie
5:29 Są i dobre wieści…
6:32 Co dalej w planach?
7:03 Owoce (i nie tylko) w donicach na tarasie
9:02 Poszukiwania i zakup przyczepki rowerowej – joggera – wózka dla dużego psa, owczarka niemieckiego
12:55 Zaproszenie do subskrypcji, polubienia, podzielenia się przemyśleniami
13:24 Refleksje końcowe i papatki

Transkrypcja odcinka:

Cześć! Tu Ania z kanału „Po Drodze”.
Dawno się nie widzieliśmy… ale już jestem.

[muzyka]

[plansze tytułowe]
„Po Drodze”
…by Anna

[cichnie muzyka]

Ostatni miesiąc nie należał do łatwych. Było całe mnóstwo ogarniania, były upadki i wzloty, jeżeli chodzi o leczenie mojego kręgosłupa. Ale już dużo łatwiej mi się siedzi, więc można zacząć spokojnie nagrywać, montować.

Ten miesiąc był też o tyle trudny, że wszelkie czynności domowe musiałam wykonywać w określony sposób, który mi po prostu nie zrobiłby krzywdy, przez co było to tak strasznie męczące, że ciągle czułam się jak… koń po westernie? Coś mniej więcej w tym stylu.

Mam nadzieję, że w tej chwili i obraz, i dźwięk będą bardzo dobre. Kupiłam sobie w prezencie, takim spóźnionym, urodzinowym – kamerkę, taką do vlogowania razem z mikrofonem. Przez ten czas testowałam ją w wolnych chwilach, żeby zobaczyć jak to działa, jaka jest jakość, jak to wszystko się nagrywa i zapisuje, żeby sobie od razu zrobić jakiś taki uporządkowany system. Bo ja strasznie lubię porządkować wszystko na dzień dobry.

Tak… [śmiech] cóż, tak mam.

Przyznam, że jestem zachwycona tą kamerą, a zwłaszcza tym, jak pięknie tutaj pracuje stabilizacja, jak również śledzenie obiektu. To jest bardzo ułatwiające życie, naprawdę. Nie ma już w tym momencie takiego efektu, wiecie, drgań, takiego trzęsienia ziemi, gdy się trzyma tę komórkę w ręku i próbuje się tak z ręki, bez gimbala cokolwiek nagrać, żeby to był płynny obraz – no trochę nie wychodzi. Ale myślę, że już teraz ten problem będzie zażegnany.

Oczywiście w niektórych sytuacjach nie będę rezygnowała z możliwości nagrania czegokolwiek smartfonem, bo czasami po prostu mam przy sobie tylko ten smartfon. Nie wszędzie zabieram ze sobą kamerę i mikrofon, więc czasami, tak na szybko, gdy jestem poza domem – i z tej opcji będę pewnie korzystać.

Jeżeli chodzi o dochodzenie do siebie z tym moim biednym kręgosłupem, to w ostatnim miesiącu również zaliczyłam kryzys. Mimo że wiem, że to musi być proces, że to trwa, ale to już było po prostu tak długo, że człowiek się trochę podłamuje. W sumie jak sobie teraz policzyłam, to było trzy miesiące leżenia. Trzy miesiące leżenia w większości. W ostatnim miesiącu już mogłam dołączyć jakieś takie bardzo proste, nieobciążające, delikatne ćwiczenia stabilizujące, parę ćwiczeń rozciągających, ale też rozciągających nie wszędzie. Musiałam bardzo na siebie uważać. Cóż, trzeba było przejść przez te wszystkie fazy. No ale trzy miesiące leżenia to nie jest bajka. [parsknięcie] Plus pracy przy komputerze na stojąco. W sumie dopiero chyba od tygodnia..? Tak… od tygodnia mogę siedzieć przy pracy.

Szok i niedowierzanie.
Hura! [śmiech]
Mamy to!

Oczywiście ten w większości leżący tryb życia i bardzo oszczędzający, nie wpłynął na mnie najlepiej. Poza tym, że kręgosłup odpoczął i mogły się tkanki zregenerować, to – no cóż – w tym czasie mięśnie utraciły swoją siłę dotychczasową. Stałam się taka… czuję się taka sflaczała, [parsknięcie] jak by to nie zabrzmiało. Do tego czuję się bardzo usztywniona, bo nie mogłam się w normalny sposób rozciągać – czego bardzo, bardzo mi brakowało. Też bałam się cokolwiek robić, mając w pamięci ten nawrót kwietniowy. No to nie było fajne. No i cóż, trzeba też przyznać – i nie ma się co tu oszukiwać – smutki się trochę zajadało… Nie?… Znamy to… [śmiech] Tak, że pocieszanie się, w międzyczasie, podczas leżenia – też nie wpływa najlepiej na ciało, no bo ciało sobie rośnie wszerz.

Tak, że… no… przybrałam na wadze, przybrałam w obwodach i trzeba teraz coś z tym zrobić.

W międzyczasie też trochę takich nieprzyjemnych sytuacji codziennych się wydarzyło, ale na to spuśćmy zasłonę milczenia.

A co dobrego?

Dobre jest to, że kilka dni temu doczekałam się wreszcie nagrody za dobre sprawowanie [śmiech] i mój fizjoterapeuta dał mi zielone światło na stopniowy powrót do treningów.

O szczęście niepojęte!
Serio, serio!

Oczywiście od razu poczułam się jakbym była w niebie. Od razu się poczułam jak ten pies, który się zerwał z łańcucha. No ale też musiałam sobie tak pomyśleć, no hola, hola, nie wszystko na raz, nie od razu, nie szalej, bo za chwilę znowu wylądujesz na kozetce u swojego ulubionego fizjo. [śmiech] A akurat tego nie chcemy. Nie dlatego, że nie lubię mojego fizjoterapeuty. Bardzo go lubię i szanuję i pozdrawiam, jeśli przypadkiem kiedyś tutaj trafi. Ale po co sobie znowu robić krzywdę?

Biorę się teraz za siebie, ale w ten sposób, żeby zrzucić trochę wagi, zrzucić trochę obwodów, wzmocnić mięśnie, wzmocnić rusztowanie wokół kręgosłupa przede wszystkim, no i później wzmocnić resztę ciała. Także rozciągnąć się przede wszystkim, bo jestem zastana straszliwie. Straszliwie!

No i ustawiłam sobie już treningi tak, żeby ten progres miał możliwość zaistnieć.

Co jeszcze?

Na tarasie roślin coraz więcej mam. Moje truskawki, tak eksperymentalnie zupełnie zasadzone na tarasie w doniczkach, gdy zaczęły zawiązywać kwiaty pierwsze, to uznałam, że chyba jednak coś z tego będzie i może lepiej będzie dać im bardziej naturalne doniczki. Czyli ceramiczne. Więc wzięłam je, przerzuciłam z plastikowych do ceramicznych doniczek. I w tej chwili nooo… szaleństwo – tam jest całkiem sporo truskawek już rosnących. Jedna truskaweczka już zaczyna czerwienieć. Ja wiem, ja wiem, mamy połowę czerwca – no ale umówmy się – to jest taras. Tam są troszeczkę inne warunki. No i to było dopiero wiosną, w marcu sadzone.

Poza tym maliny, krzaczek malin, również eksperymentalnie zupełnie zasadzony. Też mu się już zawiązują kwiatki, jakieś malutkie pierwsze zaczątki owoców. No może być ciekawie. Co prawda te ta malina jest maliną sierpniową. No zobaczymy, co się wydarzy.

A w międzyczasie jeszcze tam dosadziłam trochę kolorowych kwiatów typu pelargonia, która wytrzyma wszystko, nawet mnie [śmiech], beznadziejną ogrodniczkę Anię. Ale się nie poddaję. No i komarowca jeszcze zdobyłam i pomyślałam sobie, że może jednak te komary trochę postraszę tam jednym krzaczkiem. Kto wie? A tak na serio to bardzo lubię komarowca, gdy tak pięknie się płoży albo gdzieś tam o framugę okna albo właśnie zwisa. Mega lubię te roślinę.

Kolejna rzecz.

Wreszcie po bardzo długich poszukiwaniach po całych internetach i po porównaniu ogromu danych technicznych, porównania tego jak one wyglądają, jak one działają, jakie tam mają cechy, wreszcie wybrałam odpowiedni przyczepko-wózek dla mojej piesełki kochanej. Ona jest owczarkiem niemieckim, jest duża i okazało się, że wcale nie jest łatwo znaleźć cokolwiek dla tak dużego psa.

Co prawda wagowo wszystko by się mogło zgadzać w wielu przyczepkach takich, czy tam przyczepko-wózkach, bo na tym mi najbardziej zależało, żeby z tym móc i chodzić, i biegać, i jeździć na rowerze. I okazuje się, że prędzej bym znalazła odpowiedni przyczepko-wózek dla wagi, ale nie dla jej rozmiarów. I wychodziłoby na to, że do takich przyczepek weszłyby spokojnie pieski średnie z ogromną nadwagą, ale nie piesek duży z normalną wagą. To jest bardzo interesujące.

Ale w końcu znalazłam, przyjechała, poskładałam, tutaj pracowałyśmy z Niunią nad tym, żeby się przekonała do tego wózka, żeby w ogóle zechciała tam wchodzić… troszkę zabawy z tym było… Ale dziewczyna pojętna – szybko pojęła, że to nie jest nic strasznego, tylko wsparcie na długich spacerach, gdy ona już się zmęczy. Bo to już nie jest młody pieseczek i nie chcę jej forsować, gdy ja potrzebuję dłuższego spaceru. A też chciałabym, żeby mogła mi towarzyszyć, no bo czemu nie? Owczarki niemieckie bardzo cenią sobie i potrzebują interakcji ze swoim opiekunem. Tak, że w sumie wilk syty – owca cała. Ona sobie będzie chodziła tyle, ile może, ja sobie będę chodziła tyle, ile będę chciała, a jak ona się zmęczy to ma odpoczynek. Super, wszyscy zadowoleni.

Oczywiście z czasem gdy już zacznę jeździć na rowerze, bo już też mi wolno (ale wiadomo, moja kondycja w tej chwili leży i kwiczy), jak nadrobię trochę kondycję, to Niunia będzie mi też towarzyszyła w przyczepce na rowerze – po prostu. Myślę, że warto było akurat tak wybrać jak wybrałam. Jestem bardzo zadowolona. Jakkolwiek przed zakupem łączność telefoniczna ze sklepem, z panem ze sklepu i potrzebowałam wszystkich wymiarów, dokładnie. Biegałam tutaj z miarką, żeby sprawdzić, czy tym wózkiem później spokojnie wyjedziemy, wymanewrujemy z mieszkania na korytarz, jak się będzie manewrowało na korytarzu, czy zmieścimy się w windzie, czy wyjedziemy przez drzwi wyjściowe z klatki. No i okazało się, że wszystko jest w porządku.

Na styk!
[śmiech]
Na styk.

Jestem bardzo zadowolona póki co. Być może kiedyś zrobię jakiś film na temat tej przyczepki, jak już troszeczkę bardziej ją potestuję. Być może wtedy, kiedy już zaczniemy jeździć na rowerze. A Lila w swojej przyczepce, zwanej karocą. Przyczepkę nazwałam karocą dla Jej Czujności Lili. Tak, że będzie sobie jeździć po królewsku.

Okej. No… to w sumie chyba dzisiaj to na tyle. Jeśli macie ochotę dowiadywać się o kolejnych filmach, to koniecznie zasubskrybujcie i naciśnijcie dzwoneczek, żeby was powiadamiało faktycznie. Aczkolwiek YouTube, z tego co wiem, robi różne brzydkie niespodzianki pod tym względem. No algorytmy już szaleją. Chyba nikt nad tym nie panuje. [śmiech]

Trudno.

Jeśli masz ochotę, polajkuj, podziel się swoją myślą pod tym filmem w komentarzach. Będzie mi bardzo miło.

A tymczasem mam nadzieję, że najtrudniejsze już mam za sobą. Teraz będę mogła być aktywna, ćwiczyć, biegać….

Już nawet byłam biegać.
Tak, tak biegałam.
A właściwie to to był marszo-trucht.

Ale było fantastycznie, cudownie było. Tak, że jestem cała szczęśliwa [śmiech] Nareszcie, nareszcie wypracowałam to sobie. Wyleżałam cierpliwie i jestem dumna z siebie i wdzięczna mojemu fizjoterapeucie. Naprawdę [westchnienie] napracował się ze mną… Napracował się. No i teraz do aktywności [wchodzi muzyka], do zajęć, do roboty.

No i zobaczymy, co się będzie przytrafiać nam znowu… po drodze.
Pa!

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *