Majowo – #s01e02

Autor:

w kategorii:

Rozdziały w filmie:

0:00 Witanko i przedstawianko
1:00 Gangi gołębi na drogach
2:14 Docieramy do lasu
2:28 Pasy bezpieczeństwa dla psa
3:01 Spacer po lesie z Lilą
3:30 Crush Lilci
4:27 Wrażenia ze spaceru, spotkania z łanią i innym owczarkiem
7:17 Start prawdziwej, ciepłej Majówki 2026
7:43 Będę pływać, ale…
9:30 Moje urodziny – kończę 46 lat
9:58 Urodzinowy spacer z Lilą
11:12 Wspaniałe przyjaźnie z dawnych czasów
13:03 Spóźniony rezonans
13:25 Między spacerami, basenem i lekkimi ćwiczeniami, placyk street workout
14:42 Wieczorne koncerty ptasie
15:08 Zakończenie

Transkrypcja odcinka:

(początek-zajawka)

Maj..
Piękny miesiąc – mój ulubiony. Zaczął się chłodem i – jak widać na załączonym obrazku – trzeba było się porządnie zapakować w zimową kurtkę.

To akurat 1 maja, godzina 7:00 rano, a my już w drodze do lasu, w wersji totalnie zaspanej, całkowicie sote. No i w kadrze z perspektywy zawsze niesprzyjającej wizerunkowi, głównie mojemu. Piesa zawsze wygląda świetnie.

Jestem Ania, na tylnej kanapie króluje Jej Czujność Lila, a to jest kanał „Po Drodze”. O tym, co nas spotyka w życiu – właśnie po drodze. Dziś będzie bardziej forma vlogowa niż gadająca głowa moja własna.

Zapraszam.

[muzyka]

[plansze tytułowe]
„Po Drodze”
…by Anna

[cichnie muzyka, w tle słychać pracę silnika samochodu]

Strasznie dużo gołębi łazi po ulicy sobie. Chodzą sobie jak kury i wyglądają jak nieloty. Po prostu… naprawdę trudno jest manewrować między nimi, żeby któregoś nie przejechać. No i znowu cała ekipa.

Ojej. No fajnie gołąb, ale idź sobie. No… No!

A ten gościu za mną pewnie już się wkurza. No ale cóż, utorowałam mu drogę przez gangi gołębi, chodzące beztrosko po ulicy, po asfalcie. A tutaj jeden przejechany. Ojej, ojej… Ktoś chyba nie był taki miły jak ja.

No a tu znowu gołębie. Normalnie wieś – tylko że zamiast kur gołębie chodzą

Mmmm… coraz zieleniej… mmmm…
W sumie powinno być bardziej, bo już jest 1 maja.

No to dotarłyśmy sobie.
Czekaj Niusia…
Czekaj, czekaj serduszko zaraz cię wypnę… i zapnę.

Lilcia na co dzień jeździ w pasach bezpieczeństwa, a właściwie w pasie bezpieczeństwa – takim dla piesków, który przypina się do szelek. Koniecznie muszą być szelki, bo do obroży – no można by było udusić swojego ukochanego pieska w razie hamowania.

[muzyka i widoki z lasu]

Twój kolega spotkany na spacerze. Przepiękny owczarek. Przepiękny…

No tak. Niunia była ewidentnie zainteresowana kolegą. Ach, jak tam wyglądała i wyglądała. Ach, jak pilnowała. No tak, gdyby tylko mogła, pomachałaby na pożegnanie ogonem.

Dzisiaj miałyśmy bardzo wczesny spacerek po lesie już o 7:00. Przepięknie, przepięknie śpiewały ptaki i nagle z zarośli wyskoczyła przepiękna łania. Przebiegła bardzo blisko nas, zatrzymała się na chwilę, spojrzała na nas i wtedy myśmy poszły w drugą stronę, a ona pobiegła sobie dalej. Zastanawiam się, czy nie miała gdzieś maleństwa, od którego próbowała po prostu odciągnąć uwagę, biegnąc tak blisko nas. Więc już później po drodze przestrzegałam osoby, które miały puszczone luzem pieski. Bo za psa nigdy nie można być pewnym tak do końca. Jednak to my wchodzimy do domu leśnych zwierząt. Powinniśmy się jednak umieć zachować. Moja Niunia zawsze chodzi na 10-metrowej linie, dla bezpieczeństwa wszystkich leśnych zwierzątek. No i oczywiście jej.

Spotkałyśmy też pana z przepięknym, przepięknym owczarkiem niemieckim. Identyko jak Niunia, tylko trochę większy i bardziej niedźwiedziowaty. No wiadomo, jak to samiec. Przepięknie ułożony.

Dziś w lesie same niesamowitości, ale przede wszystkim ten spokój i względna pustka. W późniejszych porach naprawdę tam jest dużo więcej ludzi. To jest w sumie park, ale ja chodzę bocznymi ścieżkami i tam już jest sytuacja bardziej jak w lesie, więc dzisiaj postanowiłam zabrać Niunię zaraz po obudzeniu się, z samego rana.

A tu taka niespodzianka, piękna łania.
Oko w oko z łanią…

Aczkolwiek tu trzeba być bardzo ostrożnym, bo jeśli ona miała młode, od którego ewentualnie odciągała uwagę, to mogłaby być nawet agresywna, myślę.

Od tego momentu wreszcie zaczęło się robić coraz cieplej. Ostatecznie cały weekend był wręcz gorący, słoneczny, przepiękny. A ja w tym momencie miałam przed sobą aż sześć wolnych dni.

Właśnie byłam w pewnym sklepie sportowym, dużym, wielkopowierzchniowym, żeby sobie kupić taką deskę do pływania. Aktualnie jedyną metodą, jaką ewentualnie mogę pływać, to jest tak, że poruszając tylko przodem lub poruszając tylko tyłem. Poruszając tylko rękami lub poruszając tylko tylko nogami, żeby nie poruszać wszystkim na raz, żeby unikać tych ruchów skrętnych. Tak więc mój fizjoterapeuta wymyślił mi metodę, jak ewentualnie to ograć i w związku z tym sobie kupiłam właśnie taką taką deseczkę. Żeby móc sobie po prostu ją przytrzymywać rękami i płynąć, używając tylko nóg. I w ten sposób będę mogła pójść sobie na legalu na basen. Tak że tak… jak zwykle potrzeba matką wynalazku.

No i… przetestowałam, niezwłocznie, tego samego dnia.
I to był absolutny strzał w dziesiątkę.
Po tylu tygodniach leżenia, nareszcie poczułam się wolna. Nareszcie poczułam się lekko. Poczułam, że nie walczę z ciałem. To było cudowne. A co na to mój kręgosłup? Zobaczymy za parę dni.

Niedługo później przyszły moje urodziny.
Czterdzieste szóste.
Hmmm…. Chyba zacznę chętniej obchodzić swoje imieniny…

Po pracowitym dniu poszłyśmy sobie z Lilą do lasu na urodzinowy spacer.

[zwraca się do psa]
Serduszko! Niuś?

[powrót do samochodu, zwraca się do psa]
Co tam, Serduszko? Zadowolona? Zadowolona ze spacerku? Tak? Dwa małe pieski, tak, były?

[podśpiewuje sobie]
„♫♪…Jakby nigdy nic, kolejna jesień mija
jakby nigdy nic – życie ucieka.
Jakby nigdy nic, robię dobrą minę do złej gry
i z nadzieją na jutro czekam…♪♫”

„Ballada na urodziny”… Stare Dobre Małżeństwo.

A dziś skończyłam 46 lat, a właściwie 46 wiosen.

Spotkałam koleżankę z mojej starej, wspaniałej Ekipy. Powspominałyśmy, jak nas te przyjaźnie ekipowe „rozbestwiły” w kontekście jakości przyjaźni. Dziś już nie ma takich przyjaźni. A przynajmniej ja nie potrafię takich znaleźć. I każdą znajomość, każdą potencjalną przyjaźń – porównuje właśnie do tego, co mieliśmy w naszej dużej Ekipie, w której było mnóstwo ludzi i było miejsce dla każdego charakteru, dla każdego człowieka. Gdzie dbaliśmy o siebie nawzajem, troszczyliśmy się. Takie rzeczy się po prostu nie zdarzają.

Doszłyśmy do wniosku, że miałyśmy ogromne, ogromne szczęście. Wszyscy mieliśmy ogromne szczęście, którzy w tej Ekipie byliśmy i zasmakowaliśmy przyjaźni takiej jakości. Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek z kimkolwiek nawiążę taką przyjaźń. Chciałabym z kimś, z kim będę oczywiście spędzała czas na robieniu różnych rzeczy. Po prostu nam się drogi porozchodziły.

No dorosłość… A może to właśnie dorosłość zabija wszystko? Chyba tak…

Po urodzinach przyszedł czas zejść na ziemię, zrobić ten nieszczęsny rezonans, troszkę opóźniony, przełożony, bo w moim terminie, w którym miałam mieć ten rezonans, niestety urządzenie się zepsuło, przegrzało, było wtedy gorąco rzeczywiście.

Ćwiczenia na placyku do Street Workout, mnóstwo spacerów. Odwiedziny na basenie, które sprawiają mi bardzo wiele radości – bo nie tylko pływam, ale również siedzę sobie w jacuzzi i dzięki temu mam bardzo przyjemny i w zasadzie taki rozluźniający masaż na te moje wszystkie obolałe miejsca.

Placyk do Street Workout z kolei dostarcza mi takiego fajnego drążka. O, właśnie jak tutaj widać, który jest no odpowiedni do mojego nikłego wzrostu, więc mogę do niego dosięgnąć i coś tam sobie poćwiczyć. Robię też sporo ćwiczeń na macie takich wzmacniających. Na niektóre rzeczy już mi fizjoterapeuta pozwolił. No ale wszystko oczywiście musi być w granicach zdrowego rozsądku.

Słyszycie ten śpiew ptaków?
Coś pięknego…
Można się rozpłynąć…

Dziękuję za oglądanie. Jeśli podoba ci się to, co tutaj widzisz, słyszysz, jeśli pasuje do ciebie, do twojej energii – zasubskrybuj, polajkuj, skomentuj. Będzie mi bardzo miło. Stwórzmy sobie tutaj takie Comfort Zone i…

Bądźmy uważni!
… po drodze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *